listopada 08, 2009

Sa rzeczy ktore sie nie zmienia

Jedna z tych rzeczy jest - Punkt Widzenia :)
Ludzilam sie, ze wydorosleje i mi sie uda... Blad, wielki blad...

Skoro nie da sie zmienic, musze sie nauczyc z nim zyc. To nie tak, ze zaraz mam sie z nim pogodzic. Ale przynajmniej moge sie nauczyc go tolerowac. A jak sie zagalopuje - to dac po nosie.

Zawsze to jakies rozwiazanie.
Sent from BlackBerry®

listopada 15, 2007

Jeszcze raz...


Chociaż na chwile, jeszcze raz moc się tam znalezc. Czy to tak wiele?


________________________

www.distile.pl

Zakupy w Twoim Stylu

listopada 05, 2007

Nocne pisanie.

Gdy nie mogę zasnac, szukam jakies milej mysli, czegos czego mogę się zlapac by zasnac intensywnie o tym myslac. Najczesciej ukladam w glowie jakas ciepla historie, mysle oczyms milym co poprawia mi humor. Często sa to podroze, nowe znajomosci, rozwoj mojej firmy i sukcesy zawodowe.
Czasami przez dluzszy czas ukladam sobie jedna historie, dopracowuje szczegoly, ubarwiam opisy miejsc, sytuacji, ludzi. Rozwijam dialogi i szukam odpowiednich slow.
Czasami historia uklada się tak dokladnie, że moglabym ja zapisac i wydac jako ksiazke.
Niestety, kiedy zaczynam przelewac swoje mysli na papier, traca one na swoim uroku. Staja się mdle i nic nieznaczace.
To pewnie brak umiejetnosci pisarskich.

Szkoda.

Moze komus, taka ksiazka moglaby poprawic humor przed snem...
________________________

www.distile.pl

Zakupy w Twoim Stylu

października 30, 2007

Nie pamietam...

Serio, chcę mi się spac jak diabli, musze wstac wczesnie rano, mam kupe roboty i padam na pysk. Ale pomimo tego wszystkiego mam swój moment, taki tylko dla siebie, od momentu zamkniecia oczu do zasniecia. Od kilku dni wlasnie w tym momencie staram sobie przypomniec moment w ktorym bylam ostatni raz w pelni szczesliwa...

No i nie wychodzi mi to...

Smutne...
________________________

www.distile.pl

Zakupy w Twoim Stylu

lipca 26, 2007

All by my own...

Mam szczęście bycia powiernikiem moich znajomych - najczęściej facetów - OCZYWIŚCIE.

Mówię tu o moich wieloletnich znajomych - przyjaciół można powiedzieć. Choć ostatnio nie wiem jaka jest moja definicja miana "przyjaciel". Ale to opowieść na bardziej ponury wieczór.

Zaczęło się od Pana YY., jego beznadziejny przypadek wydawał mi się nie do rozwiązania. Udało się to ale dopiero z pomocą męskiego punktu widzenia mojego Taty, który słuchając kolejnego jęczenia Pana YY. kazał mu wyjść, iść sobie i zachować się jak mężczyzna albo nie wracać. Oczywiście wrócił po tygodniu z pięknie rozwiązaną sytuacją. Moje wielokrotne próby dotarcia do świadomości Pana YY. Mój Tata rozwiązał jednym zdaniem. Oczywiście mam nadzieję, że było ono tylko dodatkiem do mojej terapii. Tak czy siak liczy się efekt a w tym przypadku jest to nowa miłość Pana YY. Oczywiście są też wady - nie jestem już potrzebna Panu YY.

Teraz przyszedł do mnie Pan XX, całkiem niespodziewanie - bo po kilku miesiącach głuchej ciszy i braku odpowiedzi na moje maile i telefony, mój kumpel-przyjaciel od 11 lat. To samo go trapi - problemy z kobietą. Gdy zabrałam się do tego tak logicznie i rozsądnie - to okazało się, że większość mojej rodziny dziwi się co robię. Co to znaczy? Otóż dziwią się dlaczego cholera ja pomagam Panu XX a dokładnie, dlaczego przekonuje go to jego kobiety. To chyba normalne, że chcę dla swoich przyjaciół jak najlepiej…

No ale dało mi to do myślenia. Dlaczego ja pomagam, bez interesownie, od serca a inni mówią mi - głupia - pomyśl o sobie, może warto zlikwidować konkurencje.

Męczy mnie, że obydwa przypadki dotyczą facetów do których hmmm miałam "jakieś" uczucia. "Jakieś" nie oznacza, że wielkie, raczej, nie umiem ich nazwać.

I, że pomagam im ułożyć sobie życie, rozwiązać problemy… A jak to się ma do mojego życia?

Z pewnością nie muszą mi pomagać przy problemach z facetami…

Bo jak można mieć problemy jak się faceta nie ma...

lipca 14, 2007

Morderczyni pomidorków

Ale mam zrywy, niedługo będę pisała raz w roku dwa słowa… A tyle mam w głowie, miał być blog, miała być książka… Tylko jak to zrobić jak się nie lubi pisać. Mogę mówić, opowiadać komuś na przykład. Żeby tak ktoś spisał to coś co chcę powiedzieć a miałabym bestsellery na całym Świecie.

Winamp znowy smęci Eltonem - The One, wino prosto z Puglia - Italia, prawie dobrze. Ale prawie robi wielką różnicę.

Zamordowałam pomidorki, słonecznika i takie śliczne, fioletowe dzwoneczki. Zalałam ślicznotki. Skąd mogłam wiedzieć, że nadmiar wody też szkodzi? Skąd ja niby mam to wszystko wiedzieć? Przecież sam fakt, że zgodziłam się na kwiatki był już wielkim krokiem. Ja, Ja i kwiatki przecież ja nawet kaktusy regularnie zabijałam. Ostatnio Jag powiedział …"
Alex'a ignorant informatyczny, ale przynajmniej czasem daje znak życia! No i |a|, chyba znów ma to swoje i przepadła z okresem i kretesem... szkoda ze ciągnie sie już trochę... |a| czas do specjalisty to może być poważne! kwiaty są prawie jak koty, myślę ze nawet gorzej!..." - może ma rację, może czas do specjalisty. Przecież to wszystko to jak wolne umieranie na własne życzenie. Tylko co, mole mnie zaczną zjadać zanim mnie ktoś znajdzie. OK. to paranoja, wystarczy…

Miałam pisać książkę, ale nie mogę się zdecydować. Nie wychodzi mi taka prawdziwa z dialogami. Wolę pisać w pierwszej osobie ale wtedy nie jest taka wartka i interesująca. Wygląda na zbiór rozbieganych myśli i nikt nie zrozumie o co mi chodzi. Poza tym chyba takie piemiętnikarstwo się nie sprzedaje. W ogóle to przecież jak ja sobie mogę nawet myśleć o tym, żeby coś sprzedawać jak nie mogę zacząć pisać. Byłam dzisiaj w Empiku i chciałam sobie kupić coś do poczytania. Ale jest tyle książek, że nie mogłam się zdecydować. Więc po co pisać kolejną co wyląduje na półce jakieś przeciętnej księgarni? Poza tym o czym pisać? O mojej przygodzie o Italii? Jak, jak tylko zaczynam pisać i mi się płakać chce, że tam mnie nie ma i że może już nigdy nie będę miała żadnej innej przygody? O życiu pisać nie będę bo nic o nim nie wiem. No jeszcze mi zostaje romansidło, ale to będzie opis tylko mich marzeń i przedsennych myśli - zero prawdy. Pisanie o czymś fikcyjnym będzie moim zdaniem bez sensu. Dobrzy pisarze mogą sobie na to pozwolić, mają dobrą rękę, fajny język. Mogą sobie pisać o fikcji.

I tym sposobem nie piszę chociaż chce. Tak to właśnie ze mną jest. Nic nie robie tylko chce. Chciałabym być chuda i zgrabna. Chciałabym mieć swój hotelik w Italii, super faceta u boku i mały domek z ogródkiem i widokiem na morze, w którym wszystko jest zielone i żyje…

A ja nawet nie umiem utrzymać pomidorków przy życiu...

czerwca 22, 2007

Znowu leci Fleszar....

od czwartku, gdzieś w okolicy zaczyna lecieć muzyka... jak otwieram okno to słychać ją do 2 w nocy. nie wiem gdzie i co, a muzyka hehe szlagiery jak Fleszar, Ich Troje i Maryla. to pewnie jakiś bar.... muzyka nie w moim typie ale poprawia mi humor... gdy znowu dopada mnie to coś, to coś, że już nie mam czasu, że świat mija mnie obok a ja stoje jak ta ciapa na przystanku na którym nie staje żaden autobus... może staje, może powinnam wyciągnąć rękę żeby go zatrzymać... w Rzymie zawsze wyciągałam. czasami stawał, ja wtedy na BlackNight w dyskotece, której nazwy nie pamiętam... albo ten marki polonez co odjechał zostawiając mnie na bezdrożach... albo ten co mnie zabrał w Alpy i zostawił na jakiś czas w miejscu gdzie nie było drogi... Jednak teraz, teraz nie wyciągam i nawet nie wiem dlaczego tego nie zrobię...

czerwca 21, 2007

letnie burze...

w tym roku jest ich bardzo dużo.
uwielbiam je, tak groźne a jednocześnie wogóle się ich nie boję. pamiętam te z Rzymu. kiedyś piotrek wrócił tak przemokniety ze mu sie podeszwa od butów rozwalila. skóra się rozmiękła...
te w Chamois były typowo alpejskie. robiło się czarno, jak w nocy. czasami burza była pod nami, to żadkie i bardzo piękne zjawisko. w dolinie mieli burzę a my patrzyliśmy z chmur, z nieba na nich....

wieczne miasto, osada w chmurach, królewski gród....
a burze są wszędzie...
"prawie" takie same....

lutego 23, 2007

Był Rzym, było Chamois…

A teraz - jest Kraków.

Jakoś dziwnie to brzmi, prawda? Wieczne miasto, alpejska osada a teraz Kraków. Nie mogę powiedzieć, że to tylko Kraków. W końcu historia tego miasta, wogóle udział tego miasta w historii Polski…. Eh przecież nie o historię mi chodzi.
Normalnie - z mojego punktu widzenia nie ma szans żebym poczuła się w Krakowie tak jak czułam się w Rzymie.
Nie ma szans….
Nie ma Pantheonu, nie ma Colosseo, nie ma Gio ani T.K.


Pieprze to….


Czy tak będzie już do końca? Tu źle a tam nie daje sobie rady?

To jest chore….

kwietnia 21, 2006

Zostały ostanie dni, może 2 może 5 nie wiem jeszcze. Zostawiam swoje Alpy... Pokochalam je :D jak kolejny domek... Ale juz starczy... Czas dogoni? marzenia!