grudnia 17, 2005

Mam dzisiaj całkiem świąteczny nastrój. To znaczy brakuje mi atmosfery świąt. Zaczęłam już troszeczkę przyozdabiać. Nawet wyciągnęliśmy choinkę, ale to jeszcze nie to. Za mało. Potrzebuje więcej ciepła i kolorów. Zrobiłam łańcuch, taki z papieru. Jej ile już lat nie robiłam. Jeszcze bym chciała się nauczyć robić te małe białe gwiazdeczki. Muszę zapytać taty, wydaje mi się, że umie.

Jeszcze takich świąt nie obchodziłam. Rodzice przyjeżdżają już lada dzień. Nawet nie wiem, kiedy mi zleciał ten miesiąc. Jednak szkoda ze nie będzie Maksia i Babci. Ale napisałam kolejność. No tęsknie za nimi obojgiem bardzo mocno. Tyle, że babcia sobie gdzieś na święta pójdzie a moje małe kochanie będzie siedziało samo w domciu i wyło cała wigilię. Naprawdę mogliby go wziąć rodzice. Ja wiem, że on nie przystosowany, ale przecież jak by nocował ze mną albo z rodzicami w pokoju to by nie wył. A potem i tak cały dzień by był na wybiegu. Posted by Picasa

grudnia 16, 2005

Pokłóciłam się ze swoim szefem, jestem zła. Jestem bardzo zła? Zrobiło się jakoś nieprzyjemnie. Zawsze mam tak w życiu, że jak coś się układa za dobrze to przychodzi równowaga i dostaje kopa. To jakaś klątwa Tomasów. W szczególności ja mój Tata. W sumie to prawda, bo mama jest przecież Kobyłecka.

Czasami przychodzi taki moment, że nie wiem, co ze sobą począć a najgorsze ze nie do końca wiem, co się ze mną dzieje. Takie wewnętrzne rozbicie. Najgorsze ze wydaje mi się, iż nie mam wogóle na to wpływu. Przychodzi, kiedy chce i co śmieszniejsze odchodzi samo. Nawet nie wiem, kiedy i jest ok. Ale jak jest to tak się złoszczę, że nie mogę nad tym zapanować. Nie umiem powiedzieć sama sobie DOSYĆ przestań robić, tak jest źle? Nie słucham samej siebie w tym okresie i całkowicie nie panuje nad słowami, gestami o czynami.
Ci, co mnie już znają długo wiedza, że jak przychodzi ten moment nie ma, co ze mną gadać. Ale ci, którzy mnie nie znają, oj źle trafiają. Najgorzej jak ktoś mnie poznaje właśnie w tym momencie. Potem mam problem żeby wyprostować opinie tej osoby o sobie.

Może to są te momenty, kiedy wychodzi ze mnie prawdziwa natura kobiety? Może to efekt zmęczenia? A może to właśnie wtedy, kiedy tracę kontrole nad sytuacją, co mnie zawsze bardzo stresuje i denerwuje.

A może to napięcie przed miesiączkowe?

No okres przekwitania to to jeszcze nie jest? Posted by Picasa

grudnia 14, 2005

Załatwiłam wszystkie dokumenty. Wszystko ok tylko?, kto się ze mną ucieszy?
Dobrze, że mam mamusie i tatusia?

Idę spać Posted by Picasa

grudnia 13, 2005

Dzisiaj jestem jeszcze bardziej zmęczona. Nie sypiam dobrze ostatnimi czasy. Śnią mi się jakieś dziwne koszmary. Jutro muszę jechać na dół, jadę do Aosty podpisać kontrakt i zostawić dokumenty u księgowego. Super, rozwiązałaby się jedna z zaprzątających moją głowę spraw? Ale tutaj jest jakoś tak, że jak rozwiąże się jedno to zawsze pojawia się coś nowego. Na przykład, mam teraz możliwość załatwienia pracę dla koleżanki. Ale? Zastanawiam się, co jest lepsze dla mnie. Dbanie o własną dupę czy pomaganie innym, z możliwością zostania wyrokowaną? Posted by Picasa

grudnia 10, 2005

Ale tutaj mi mija czas szybko. Proszę, minął prawie tydzień. Od środy rozpoczęliśmy sezon zimowy. Pierwszy weekend z nowym szefem, pierwszy weekend z turystami. Podsumowanie? Turyści jak to turyści, zadowoleni jak mają ciepło i dobre jedzonko. Nowa kadra zarządzająca? Masakra? Nawet nie chce mi się o tym pisać.

Jestem zmęczona, mało spałam a dużo myślałam. No i do tego problemy w pracy i nie tylko. Zaczęła mi doskwierać samotność. Jakoś tak znienacka zaatakowała wczoraj wieczorem.
Przyjechał Cesare, postać bardzo barwna. Mieszkał w Hotelu całe wakacje. Udało nam się trochę pośmiać i rozerwać. Zajrzał też Luca, technik od nowego wyciągu krzesełkowego dla narciarzy. Już prawie go skończyli. Na koniec tygodnia będzie oddanie. Wszyscy technicy wyjadą. Zrobi się smutno. Wesołe chłopaki. Dobrze się z nimi wszystkimi bawiłam.

 

Bar La Funivia ? Chamois 1/12/2005 ? |a|

No, ale przecież już niedługo nie będzie nawet chwilki na zabawę, Jestem ciekawa czy będę miała, chociaż chwilkę na czekoladę u Sandro?

Rodzice się już pakują.

Spać mi się chce. Posted by Picasa

grudnia 05, 2005

Romans. Słowo, które wzbudzało najczęściej tylko negatywne emocje. Romans to coś złego, zakazanego, z drugiej strony patrząc, to przecież nie zawsze romans musi oznaczać zdradę. Przecież romansować mogą też ludzie wolni, bez związków.
Nie każdy romans kończy się łóżkiem. Czasami to dotyk, pocałunek i sam fakt bycia z drugą osobą.

Nie zawsze jest to prawda. Każdy szuka miłości, drugiej połówki swojego jabłka. Romans albo jest początkiem takiego uczucia. Nazywa się to wtedy romansem, bo nie chce się od razu nazwać tego po imieniu. Albo, gdy nie jest się pewnym uczuć swoich lub drugiej osoby. Również, gdy nie jest się pewnym, gdy któraś ze stron nie chce się zbyt mocno angażować.
Romans jest też dobrym wytłumaczeniem dla związków opartych tylko na sexie. Żeby nie mówić, że spotykasz się z kimś tylko po to żeby się pobzykać. Romans wtedy lepiej brzmi, no i nie wychodzi się na dupodajka? Posted by Picasa

grudnia 04, 2005

Mamy dzisiaj piękną, słoneczną niedzielę. Jejku jak ten czas leci? Dzisiaj mam ochotę na włoską muzykę, wesołą i taką jakąś skoczną. Mam ochotę na czekoladę u Sandro a potem może na? potem nie wiem jeszcze.

Chamois leży wysoko w górach. Dojechać można tu tylko kolejką górską taką jak na Kasprowy. Ostatnio odbywała się konserwacja. Zamiast kolejki jeździły jeepy. Super sprawa jeździć sobie po Alpach jeepem. Choć nie miałam tak naprawdę, po co zjeżdżać na dół to jeździłam w tą i z powrotem.

Z tego powodu rozeszła się po mieście plotka, że ja i kierowca jeepa (Fabio) jesteśmy nową parą numer jeden. HI HI zeswatali nas w ciągu kilku dni. W sumie nie ważne jest to, że on ma dziewczynę, że totalnie nie jest w moim typie. Chamois musi mieć nową płotkę. Przecież inaczej by chyba wyschło z braku wody w studni lub udusiło się z braku tlenu. Tak plotka w Chamois to woda, to tlen dla mieszkańców.

Wczoraj gadaliśmy z Fabio właśnie na ten temat. Doszliśmy do wniosku ze plotki tej nie da się już zatrzymać, bo zaczęła żyć własnym życiem. Zaprzeczanie zwiększa tylko jej siłę. Nie było innego wyjścia, postanowiliśmy się pobrać w maju. Tak właśnie, puściliśmy swoja małą ploteczkę i jesteśmy bardzo ciekawi, w jakiej wersji do nas wróci. W ciągu paru godzin dowiedziała się jakaś dziesiątka ludzi. Cos mi mówi ze na koniec przyszłego tygodnia będzie już wiedziało całe Chamois. Najgorzej, że już dowiedziała się dziewczyna Fabiego. Najśmieszniejsze ze nie mieszka w Chamois. Mieszka w dolinie, w innym mieście. MASAKRA?

Tutaj wysoko w górach bardzo ładnie widać latające samoloty. A lata ich wiele. Często wyglądam przez okno i liczę wszystkie. Zastanawiam się, dokąd lecą. Na wakacje, wracają do domów, na kolejne nudne biznesowe spotkanie.

Już tak wiele razy leciałam samolotem. Ale gdyby ktoś w tej chwili powiedział, choć lecimy ? nie zastanawiałabym się nawet przez chwilkę. Muszę policzyć ile razy to już leciałam. OK.

Z Warszawy do Aten 1988
Z Aten do Benghazi 1988
Z Benghazi do Trypolisu 1988
Z Trypolisu do Warszawy 1990
Z Warszawy do Benghazi 1990
Z Trypolisu na Maltę 1991
Z Malty do Trypolisu 1991
Z Libii (chyba z Benghazi) do Rzymu 1992
Z Rzymu do Warszawy 1992
Z Poznania do Tunezji 2000
Z Tunezji do Krakowa 2000
Z Krakowa do Poznania 2000
Z Polski na Kretę 2001
Z Krety do Polski 2001
Z Krakowa do Rzymu 12 października 2004
Z Rzymu do Katowic 2005
Z Katowic do Rzymu 3 maja 2005
Z Rzymu do Walencji 6 września 2005
Z Walencji do Rzymu 30 września 2005
Z Rzymu do Katowic 30 września 2005
Z Katowic do Mediolanu 13 listopada 2005

No proszę chyba o żadnym locie nie zapomniałam. Najlepszą średnią miałam w 2005 roku, czyli teraz. Ostatni rok to podróże między Polską, Włochami i Hiszpanią. Nie wiem czy to już koniec w tym roku. Jeśli nic się nie zmieni zostanę przynajmniej do kwietnia 2006 w Chamois.

Potem nie wiem, co będzie, nie mam planów od kwietnia 2006?

Będzie padał śnieg. Słońca już nie ma, chmury szare, niebo ciemnieje, a to dopiero jedenasta rano. To dobrze, przyjedzie więcej turystów. Ja też bym przecież pojechała w góry tylko wtedy jak by był śnieg. Ale ja już jestem w górach i chce żeby było słoneczko i cieplutko. A wogóle mogliby te góry przenieść nad morze.

Dzisiaj będę musiała sama sobie ugotować obiadek. He he, zawsze mi się chce z tego powodu śmiać. Kuchnia hotelowa to wielkie garnki 20 litrowe, to patelnie o średnicy 30 i 40 cm. Tu wszystko jest takie wielkie. Jak robię sobie pastę to musze szukać klusek po całym garnku hihi?

Dzisiaj mi się udało mieć wieczór dla siebie, właśnie dzisiaj, kiedy tak do końca nie chciałam go mieć. To chyba zawsze tak jest, że nie w porę. Czasami się zastanawiam czy brać życie dokładnie takie, jakie jest czy próbować walczyć? Podam przykład, dzisiaj nie chcę siedzieć sama wieczorem, ale pada śnieg i nikt nie wychodzi, to znaczy nikt mnie nie wyciąga. Mogę zacząć wyciągać wszystkich sama, i spotkać się z odmową, albo mogę zmienić swoje plany i nie wychodzić nigdzie. Może być też tak, że to inni też nie chcą się tak bardzo narzucać i głupio im codziennie do mnie dzwonić i mnie wyciągać żebym nie odebrała ich za narzucających się.

Chodzi o to, że nie da rady odgadnąć myśli innych ludzi. Nigdy nie dowiem się, co myślą. OK. mogą powiedzieć mi, co myślą, gdy ich o to zapytam, albo tak sami z siebie, ale przecież nigdy nie wiadomo czy mówią prawdę. Właśnie to te sprawy związane z zaufaniem. Czyli wiarą, że to, co mówią inni jest naprawdę prawdą.
Kurcze jak by nie patrzeć i długo się nad tym nie zastanawiać, nie mamy nigdy pewności, co myśli inna osoba. Nigdy też nie wiemy czy mówi prawdę.
Możemy kogoś znać bardzo długo i żyć w totalnym świecie złudzeń.

Czy Was to nie przeraża, że nigdy nie mamy pewności? Czasami mi się wydaje, że nawet do samych siebie nie powinniśmy mieć pewności. Umysł zawodzi, zmysły tak samo. Dokładać można wiele, hormony, chemia, alkohol, depresja, radość? Wszystkie te okoliczności powodują, że nasze zachowanie może zaskoczyć nawet nas samych.

Na dworze jest już biało, pada śnieg od kilku godzin. Teraz rozumiem, dlaczego Boże Narodzenie powinno być białe. Teraz rozumiem, dlaczego Święty Mikołaj mieszka na biegunie. Nie da rady inaczej, Gwiazdka to biały śnieg, zielona choinka, czerwone bombki, kolorowe światełka i wszystko inne pełne radości i miłych słów. Zeszłe święta spędziłam z moim kumplem Jagielem w Rzymie.


Jagiel ? Zgierz 9/11/2005 ? yegussi

Bez rodzinki i co najsmutniejsze bez rodziców. Pamiętać musicie, że jestem jedynaczką! Choć były to dosyć smutne święta, to było w nich coś pięknego. Rzym wygląda ślicznie na święta. Jest pięknie przyozdobiony a ryneczek na Piazza Navona to zjawisko, którego nie da się opisać. Jestem szczęśliwa, że widziałam takie święta. Teraz jak oglądam telewizję i widzę sprawozdania z Rzymu, bardzo mi się ckli. Mam tylko nadzieję, że wszystko ułoży się na tyle dobrze, że rodzicom uda się do mnie przyjechać. Oczywiście jestem pewna, że nawet gdybym była sama w te święta, to Chamois nie da czuć się samotną. Jednak nawet najbliżsi znajomi nie zastąpią ciepła, jakie może dać tylko rodzina.

W swoim pokoju mam bardzo ciepło, podobno nie powinno się spać w tak ciepłym pokoju. Ale ja jestem inna. Uwielbiam ciepło. Oczywiście wole ciepło drugiej osoby. Ale skoro na razie nie mam takiego swojego prywatnego grzejnika, mogę sobie, chociaż podkręcić kaloryfer. Od tego ciepła, fotografie na ścianie mi się śmiesznie pozwijały. Cała ściana pełna jest zdjęć. Wspomnienia z Rzymu i z Polski. Tylko ja tak mam. Latem mieszkałam z 2 Włoszkami i żadna nie miała ze sobą ani jednego zdjęcia. To dziwne zważywszy na włoską rodzinność. Ja jakoś lepiej się czuje jak widzę zdjęcia przypominające miłe chwile. Buzia mi się śmieje jak widzę rodzinkę w Rzymie, szaloną paczkę z Aurelii czy dziadków w swoim ukochanym ogródku.

Jednego zdjęcia tylko już nie ma na ścianie. Dlaczego? Nie przypomina mi już tylko miłych chwil. Przypomina mi o ostatnim SMSie. Tamta kolacja, to była najprzyjemniejsza kolacja w Rzymie. Czułam się tak cudownie. Ja wiedziałam, ja czułam, że źle interpretuje. Ale nie chciałam o tym wtedy myśleć. Chciałam obok Ciebie siedzieć i gawędzić z taki specyficzny sposób. W taki szczerze mówiąc, którego dawno nie czułam. Było coś, ja wiem, możesz zaprzeczać, ale było. Może nie tak mocne z Twojej strony jak z mojej, może trwało krótko, może było chwilą słabości, może coś się wydarzyło i wszystko musiało się zmienić.
Teraz to już nie ważne. o i wszystko musiało się zmienić.
Teraz to już nie ważne. Twoje słowa są twarde. Jesteś uparty. Nie zamierzam nawet próbować ich zmienić. Jedyne, co mogę zrobić to uszanować Twoją decyzje.

Może kiedyś jeszcze na ten temat pogawędzimy na EURze. Wydaje mi się, że nie wszystko jest wyjaśnione do końca. A może to kolejne moje złudzenie... Posted by Picasa

wczesna poranna godzina, wychodzi sloneczko, bedzie kolejny super dzionek Posted by Picasa

najpieknieszje sa te dni gdy juz jest snieg i swieci slonce. wczoraj bylo tak cieplo ze chodzilismy w podkoszulkach i toczylismy wojne na sniezne kule...
podoba mi sie tu... Posted by Picasa

No i zawital do nas snieg. Zima w pelnym tego slowa znaczeniu. Czyli zimno na zewnatrz, cieplo w srodku, laptop, muzyka, gorace cappucino w lapce...
Zaczelam pisac cos...
Nie wiem co to bedzie ale idzie mi niezle :D Posted by Picasa

grudnia 02, 2005

Czasami, zastanawiam się jak ja się tu znalazłam. Ze wszystkich miejsc na Świecie, ze wszystkich miejsc we Włoszech...
Trafiłam do najmniejszej osady położonej wysoko w górach i to jeszcze całkowicie odciętej od dróg.
Nie ma samochodów, nie ma chodników. Nie ma sklepów, kin, supermarketów.
Jest jeden bar, otwarty rano, drugi, otwarty wieczorem, są 2 restauracje, jeden hotel i 80 mieszkańców.
Teraz nie ma tu nic więcej.
Ale, od 7 grudnia zacznie się niezły misz masz... Zostanie otwarty sezon zimowy. Zjedzie się pół Italii, Francja, Szwajcaria, Niemcy? Może nawet pojawi się ktoś z Polski.

Pada śnieg, nasz pierwszy. W całej Italii sypie już od kilku dni, Rzym zalany, Calabria zasypana... A tutaj 2000 m n.p.m. mieliśmy piękne słoneczko i mróz -10st.C.
Niestety przyszedł już czas i na nas. Padać będzie pewnie teraz aż do kwietnia.

To będzie moja najdłuższa zima...
Najwyższa, najdłuższa, najsamotniejsza, naj... naj...
A może nie?
Życie potrafi spłatać figla?

To już ponad rok jak jestem w Italii.
Oj wiele się wydarzyło, tak wiele się pozmieniało, choć tak wiele wciąż się nie zmienia. Szukałam swojego miejsca, jeszcze nie znalazłam, ale wiem przynajmniej, jakie ono nie jest. Szukałam miłości i szczęścia, jeszcze nie znalazłam, ale już wiem, co znaczy błędna interpretacja uczuć i zamiarów innej osoby w stosunku do mnie, wiem też, co znaczy kolejny zimny dzień, samotny, bez ciepła ramion drugiej osoby.

Wiele bym mogła pisać, o miłości, o szczęściu, o samotności w obcym kraju, o rodzinie oddalonej o setki kilometrów, o znajomych i przyjaźniach, które zostały poddane próbie czasu i odległości. I jeśli tylko starczy mi czasu i siły to napiszę. Warte jest to przemyślenia i warte wyciągnięcia wniosków.

Najbardziej, czego nie lubię robić to właśnie wyciągać wnioski. Ostatnio znowu miałam z tego powodu same nieprzyjemności. Nie wiem, co za cholera we mnie siedzi ze ciągle popełniam te same błędy i spotykają mnie takie same i tak samo nieprzyjemne konsekwencje. A ja nic. Jak jakaś głupia blondynka znowu to samo? Każdy normalny człowiek jak dostanie po dupsku, to następnym razem chociaż się przez chwilę zastanowi. Ale ja już dawno powiedziałam ze jestem INNA he he i nawet nie wiem czy warto się nad tym dłużej zastanawiać.

Poszłam sobie zrobić herbatkę i włączyć ogrzewanie, bo zaczęły mi już łapki zamarzać. Dzisiaj jeszcze jestem sama, pierwsi turyści pojawią się dopiero w przyszłą środę. To będzie długi weekend i święto Św. Ambrożego. Nawet nie wiem, kto to taki, ale musiał być na tyle ważny ze z tej okazji jest wolny dzień. Zwali mi się tutaj kupa ludzi. Już dzisiaj mam rezerwacje na 40 osób, a każdego dnia przybywa coraz więcej.

Do Chamois przyjechałam pierwszy raz 26 czerwca 2005 roku. Pracowałam cały letni sezon. Szef był zadowolony, wręcz zachwycony moim sposobem pracy i tak dostałam ciekawa ofertę awansu i powrotu do pracy na okres trwania sezonu zimowego. Tak też zrobiłam. Co prawda w między czasie mój letni szef trafił do szpitala (niestety rak) a nowego długo nie można było znaleźć, to jednak zostałam. Ze względu na doświadczenie i referencje, nowy szef nie chciał mnie wypuścić z rąk.

Czasami się zastanawiam, w sumie zawsze chciałam podróżować i pracować w sektorze turystycznym. Jednak większość moich marzeń runęła wraz z oblanym egzaminem na Wydział Turystyki Uniwersytetu Łódzkiego. Potem odnalazłam się na Zarządzaniu i Marketingu i nie było już czasu na wymarzony egzamin na przewodnika turystycznego. Na 3 roku pojawiła się pasja związana z tworzeniem stron WWW a w szczególności sklepów internetowych. Gdzieś głęboko, w zakamarkach podświadomości, obijała się myśl o wyjeździe do wymarzonej Italii, ale jednak zawsze wiązała się ona raczej z praca w zawodzie lub jako webmaster. Takiej tez pracy szukałam przez rok w Rzymie. I takiej nie znalazłam. Ale za to znalazłam ?swoje? małe Chamois.

Nie wiem czy jeszcze kiedyś wrócę do Rzymu. Bardzo tego chciałam, to była jedna z tych sił, która napędzała mnie każdego dnia. Dawała mi siłę do ciągłej nauki języka, do nauki życia w obcym kraju, do walki z głupota niektórych Włochów, z którymi przyszło mi pracować. Teraz, hm jakoś myśl ta odeszła sobie, poszła spać. Ona jest gdzieś głęboko, bo zawsze będę chciała wrócić do Rzymu. Ale teraz, teraz jest OK. Teraz wiem, że jeszcze są inne miejsca, które bym chciała zobaczyć. Szczególnie te mniejsze, nie wielkie metropolie jak Rzym. Chce koniecznie pojechać na południe Włoch. Wiem, że życie tam jest trudniejsze, szczególnie dla kobiet a jeszcze bardziej dla obcokrajowców. Może nie znajdę tam swojego miejsca, ale hm musze koniecznie spędzić tam kawałek swoich kolejnych wakacji! Toskania, to kolejne miejsce, które muszę odwiedzić. Trochę za bardzo na północy i pewnie będzie mi troszeczkę za zimno. Wyspy to miejsca, do których pewnie będę mogła wracać i wracać. W sumie jak na razie widziałam tylko Capri i bardzo mi się podobało. Jest jeszcze Ischia i inne.

Wciąż szukam swojego miejsca, ale wydaje mi się, że to nie jest do końca tak. Najpierw będę musiała znaleźć KTOSIA, z którym każde miejsce będzie super. Czyli nie mam się, czym przejmować. Teraz jestem w Chamois, za pół roku wrócę do Rzymu albo pojadę przed siebie? Kiedyś trafi mnie strzała Amora i zostanę? w jakimś zakątku Świata.

Będzie OK. Kiedyś będzie OK.

Teraz też nie jest źle. Jestem stworzeniem stadnym. Teraz, gdy już poznałam nowe miejsce, teraz, gdy czuje się jak bym była u siebie, nie boje się nawet pomieszkać jakiś czas tutaj. Na tym super zadupiu.

Włochy to piękne miejsce. Żyje się tu jakoś inaczej. Ale każdy kraj ma swoje minusy. Mogę powiedzieć, ze po roku mieszkania i pracowania tutaj, powoli zaczynam dostrzegać również i wady. To dobrze, najgorzej jak się widzi tylko zalety. Człowiek jest wtedy bardzo słaby i narażony na bolesne ataki z otoczenia. Trzeba trzeźwo patrzeć na otoczenie. Nie ma krajów i narodów idealnych.

Przyjechałam do Włoch nie znając języka. 12 października 2004 roku. Teraz, gdy wracałam do Chamois, 13 listopada 2005 roku, śmiała mi się buzia. Tak uśmiechałam się sama do siebie. Zdałam sobie sprawę ze minął jeden rok, jeden miesiąc i jeden dzień a ja rozmawiam ze wszystkimi prawie tak jak w Polsce a w czasie nudnej podroży autobusem czytałam włoskie wydanie ?Anioły i Demony?, Dan Brown, które sobie kupiłam jako prezent 30 września 2005 roku na lotnisku Ciampino w Rzymie w czasie powrotu z wakacji w Hiszpanii.

Właśnie doszłam do wniosku ze Włoszki są powalone. Hi hi to pewnie, dlatego Włosi uwielbiają Polki. Tylko akurat ja nie do końca wyobrażam sobie życie z Włochem. Ci faceci są po prostu niestworzeni do stałych związków monogamicznych. Dwa dni temu byłam świadkiem tego jak mąż i ojciec dwójki dzieci bez większych oporów zabawia się z dziewczyna i to o 9 lat młodszą. Poza tym pracując w hotelu można się na patrzeć na bardzo ciekawe pary. Poza standardowym sponsoringiem, czyli dziadkami z wnuczkami, nawet często pojawiały się babcie z wnukami. Jedno i drugie jest dla mnie naprawdę obrzydliwe.

My tu gadu gadu a na dworze mamy już jakieś 10 cm śniegu.
Właśnie dzwonił Sandro, właściciel baru La Funivia. Zaprosił mnie na wieczornego drinka. Ale ja nie wiem czy będę miała ochotę wyjść na ten ziąb. Dzisiaj wszyscy pracownicy (ci, którzy nocowali w naszym hotelu, technicy, którzy pracują przy uruchomieniu nowego wyciągu krzesełkowego) wyjeżdżają do domu. Do swoich dziewczyn, żon, zdradzonych żon i dzieci, które kiedyś może same zdradzą. Może lepiej jak zostanę tutaj sobie sama, lepsze to niż czekać na powrót męża, który na krótkim wyjeździe zdążył zdradzić. Jej to straszne, mąż wyjeżdża na 5 dni z domu. 5 dni i nie może utrzymać swojego penisa na smyczy.

Nie pamiętam już, co myślałam w dniu, kiedy podjęłam decyzje o wyjeździe do Rzymu, pamiętam, że potem jak wylądowałam bardzo się bałam. Taki lęk wewnętrzny. Trzęsłam się jak galareta. Potem było lepiej. Poznałam ludzi i poczułam się bezpieczniej. Potem pojawiały się różne, skrajne uczucia. Począwszy od euforii ze jestem w tak cudownym miejscu po histerie ze wciąż nie umiem włoskiego na tyle dobrze żeby się dogadać i znaleźć sobie prace. Urlop w Polsce, był dla mnie małym kopniakiem. Zdałam sobie sprawa jak bardzo chce żeby mi się udało. Wróciłam i zaryzykowałam wyjazd do Chamois. Tu dostałam w dupę ze hej, nauczyłam się trochę i zyskałam wielkie doświadczenie w pracy z Włochami. Drugi urlop w Polsce był bardzo ciężki. Nie wiem, dlaczego ale było źle.
Teraz jest OK. Wróciłam w miejsce, w którym już wszystko znam i wszystkich prawie też. Jednak czy chęć pozostania jakiś czas, w Chamois nie jest przypadkiem ucieczką od kolejnych wyzwań?
Jestem wręcz pewna, że właśnie tak jest. Czyli wniosek jest prosty i jasny jak latarnia po drugiej stronie ulicy świecąca każdej nocy prosto w moje okno. Przypominać mi będzie musiała, przez całą tą długą zimę, że kiedyś tu wrócę, ale teraz nie mogę tu zostać. Gdy wiosną zejdą śniegi, czas będzie znowu ruszyć w podróż. Jest jeszcze wiele miejsc, które na mnie czekają, nie mogę ich zawieść.
Poza tym gdzieś tam daleko czeka moje Kochanie. Czeka jak wpadnę w Jego ramiona i już nigdy więcej nie pozwolę na to by mnie puścił.
No dobra może nie będzie tak pięknie jak w bajce, może będzie mnie obejmował jakiś czas a potem wypuści, może jeszcze nie czas na tego jednego, może czeka mnie jeszcze kilku, którzy będą obejmowali i puszczali. No, ale chyba na końcu tej kolejki znajdzie się jakiś. Diabli wiedzą i nie powiedzą, więc nie ma się, co na ten temat rozwodzić.

La vita e dura?

Włosi są totalnie uzależnieni od godzin posiłków. Tutaj kolacje jada się o 19.00-19.30
Nie da rady inaczej, koniec kropka. Wybiła już 19.00 więc się zaczynają powoli schodzić. Tak właśnie minął mi kolejny dzionek, pełen myśli, pełen nowych doświadczeń. I choć na razie nudny, wiem, że lada dzień zacznie się moja genialna przygoda w Alpach?

Zima 2005/2006 Chamois, Valle D?Aosta...

Kolacja zjedzona. Nie mam jednak ochoty siedzieć ze wszystkimi i słuchać kolejnych plotek z Chamois. To tak małe miejsce, że wszyscy wiedzą wszystko o wszystkich. Dokładając do tego ogólne wścibstwo Włochów ? nic nie da się tu ukryć.

Dzisiaj nie mam ochoty wiedzieć wszystko. Chcę mieć mały wieczór samotności.

To znaczy?
Nie chcę być samotna.

Boże jak ja bardzo nie chcę być samotna. Chcę się do kogoś przytulić. Chcę zasnąć w czyjś ramionach. Chcę czuć ciepło warg, chcę tonąć w falach uniesienia.

Nie zawsze się ma to, co się chcę.

Zastanawiam się, komu wysłać widokówki świąteczne. Rodzinie? Znajomym? A może być kawał świni i nie wysyłać nikomu. Przecież mnie też raczej nikt poza rodziną nic nie przyśle. Nawet nikt do mnie nie dzwoni. Tak wiem, wiem, od czego mamy XXI w. i Internet. No niby tak, ale list czy rozmowa telefoniczna, to zupełnie inna sprawa. To jakaś niepowtarzalna magia. Nie da się tego zastąpić e-mailem. Pisanym w trakcie przerwy na lunch w pracy, czy SMS-em pisanym w trakcie stania w porannym korku.

No i proszę. Nie chciałam nigdzie wychodzić to mi się wszyscy zwalili tutaj. Ja nie wiem. Wydaje mi się, że mieszkańcy Chamois nie potrafią być ani chwilę sami. Od rana do wieczora pracują w tym samym miejscu. Wieczorem wychodzą do tego samego baru.

No nic tak widocznie musi być.
Idę na espresso?

Zamiast espresso dostałam coś dobrego a potem Coca-Colę z cytrynką i słomką. Kolejny wieczór, który jutro spowoduje lawinę plotek.

Naprawdę nie wiem jak oni tu żyją. Nigdy nie mieszkałam w tak małym miasteczku. Nawet na studiach nie byłam ani razu w akademikach. Dlatego obce mi jest życie w tak zamkniętej społeczności.

Kolejna nauka, kolejna definicja życia. Uważaj, z kim i o czym rozmawiasz. To straszne, gdy nie ma komu zaufać. To ciężkie do przebrnięcia, pogodzenia się, że jest się plotką na ustach ludzi, którzy nie mają zielonego pojęcia, kim i jaka jesteś. W szczególności, że nawet nie mogą tak do końca, w pełni mnie zrozumieć, bo przecież wciąż nie mówię tak dobrze po włosku jak oni sami.

Kolejny wniosek. Jak czegoś nie wiedzą ? muszą sobie dopowiedzieć. A każdy dopowiada ze swojego punktu widzenia. Ocenia innych według swojej miary. Czyli ich wiara, ich wartości, są takie jak plotki o mnie.

O matko, czy ktoś rozumie co mam na myśli. Ale wdepnęłam. Muszę uważać i jeszcze trochę o tym pomyśleć.

Muszę to porządnie przemyśleć.


Mediolan - skrzydło mojego samolotu 13/11/2005 - 10:24 AM - |a|