czerwca 22, 2007

Znowu leci Fleszar....

od czwartku, gdzieś w okolicy zaczyna lecieć muzyka... jak otwieram okno to słychać ją do 2 w nocy. nie wiem gdzie i co, a muzyka hehe szlagiery jak Fleszar, Ich Troje i Maryla. to pewnie jakiś bar.... muzyka nie w moim typie ale poprawia mi humor... gdy znowu dopada mnie to coś, to coś, że już nie mam czasu, że świat mija mnie obok a ja stoje jak ta ciapa na przystanku na którym nie staje żaden autobus... może staje, może powinnam wyciągnąć rękę żeby go zatrzymać... w Rzymie zawsze wyciągałam. czasami stawał, ja wtedy na BlackNight w dyskotece, której nazwy nie pamiętam... albo ten marki polonez co odjechał zostawiając mnie na bezdrożach... albo ten co mnie zabrał w Alpy i zostawił na jakiś czas w miejscu gdzie nie było drogi... Jednak teraz, teraz nie wyciągam i nawet nie wiem dlaczego tego nie zrobię...

czerwca 21, 2007

letnie burze...

w tym roku jest ich bardzo dużo.
uwielbiam je, tak groźne a jednocześnie wogóle się ich nie boję. pamiętam te z Rzymu. kiedyś piotrek wrócił tak przemokniety ze mu sie podeszwa od butów rozwalila. skóra się rozmiękła...
te w Chamois były typowo alpejskie. robiło się czarno, jak w nocy. czasami burza była pod nami, to żadkie i bardzo piękne zjawisko. w dolinie mieli burzę a my patrzyliśmy z chmur, z nieba na nich....

wieczne miasto, osada w chmurach, królewski gród....
a burze są wszędzie...
"prawie" takie same....