Znowu leci Fleszar....
od czwartku, gdzieś w okolicy zaczyna lecieć muzyka... jak otwieram okno to słychać ją do 2 w nocy. nie wiem gdzie i co, a muzyka hehe szlagiery jak Fleszar, Ich Troje i Maryla. to pewnie jakiś bar.... muzyka nie w moim typie ale poprawia mi humor... gdy znowu dopada mnie to coś, to coś, że już nie mam czasu, że świat mija mnie obok a ja stoje jak ta ciapa na przystanku na którym nie staje żaden autobus... może staje, może powinnam wyciągnąć rękę żeby go zatrzymać... w Rzymie zawsze wyciągałam. czasami stawał, ja wtedy na BlackNight w dyskotece, której nazwy nie pamiętam... albo ten marki polonez co odjechał zostawiając mnie na bezdrożach... albo ten co mnie zabrał w Alpy i zostawił na jakiś czas w miejscu gdzie nie było drogi... Jednak teraz, teraz nie wyciągam i nawet nie wiem dlaczego tego nie zrobię...