Morderczyni pomidorków
Ale mam zrywy, niedługo będę pisała raz w roku dwa słowa… A tyle mam w głowie, miał być blog, miała być książka… Tylko jak to zrobić jak się nie lubi pisać. Mogę mówić, opowiadać komuś na przykład. Żeby tak ktoś spisał to coś co chcę powiedzieć a miałabym bestsellery na całym Świecie.
Winamp znowy smęci Eltonem - The One, wino prosto z Puglia - Italia, prawie dobrze. Ale prawie robi wielką różnicę.
Zamordowałam pomidorki, słonecznika i takie śliczne, fioletowe dzwoneczki. Zalałam ślicznotki. Skąd mogłam wiedzieć, że nadmiar wody też szkodzi? Skąd ja niby mam to wszystko wiedzieć? Przecież sam fakt, że zgodziłam się na kwiatki był już wielkim krokiem. Ja, Ja i kwiatki przecież ja nawet kaktusy regularnie zabijałam. Ostatnio Jag powiedział …"
Alex'a ignorant informatyczny, ale przynajmniej czasem daje znak życia! No i |a|, chyba znów ma to swoje i przepadła z okresem i kretesem... szkoda ze ciągnie sie już trochę... |a| czas do specjalisty to może być poważne! kwiaty są prawie jak koty, myślę ze nawet gorzej!..." - może ma rację, może czas do specjalisty. Przecież to wszystko to jak wolne umieranie na własne życzenie. Tylko co, mole mnie zaczną zjadać zanim mnie ktoś znajdzie. OK. to paranoja, wystarczy…
Miałam pisać książkę, ale nie mogę się zdecydować. Nie wychodzi mi taka prawdziwa z dialogami. Wolę pisać w pierwszej osobie ale wtedy nie jest taka wartka i interesująca. Wygląda na zbiór rozbieganych myśli i nikt nie zrozumie o co mi chodzi. Poza tym chyba takie piemiętnikarstwo się nie sprzedaje. W ogóle to przecież jak ja sobie mogę nawet myśleć o tym, żeby coś sprzedawać jak nie mogę zacząć pisać. Byłam dzisiaj w Empiku i chciałam sobie kupić coś do poczytania. Ale jest tyle książek, że nie mogłam się zdecydować. Więc po co pisać kolejną co wyląduje na półce jakieś przeciętnej księgarni? Poza tym o czym pisać? O mojej przygodzie o Italii? Jak, jak tylko zaczynam pisać i mi się płakać chce, że tam mnie nie ma i że może już nigdy nie będę miała żadnej innej przygody? O życiu pisać nie będę bo nic o nim nie wiem. No jeszcze mi zostaje romansidło, ale to będzie opis tylko mich marzeń i przedsennych myśli - zero prawdy. Pisanie o czymś fikcyjnym będzie moim zdaniem bez sensu. Dobrzy pisarze mogą sobie na to pozwolić, mają dobrą rękę, fajny język. Mogą sobie pisać o fikcji.
I tym sposobem nie piszę chociaż chce. Tak to właśnie ze mną jest. Nic nie robie tylko chce. Chciałabym być chuda i zgrabna. Chciałabym mieć swój hotelik w Italii, super faceta u boku i mały domek z ogródkiem i widokiem na morze, w którym wszystko jest zielone i żyje…
A ja nawet nie umiem utrzymać pomidorków przy życiu...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz