PYTASZ CO U MNIE...
Dlugo by opowiadac. Z jednej strony nic wielkiego sie nie wydarzylo, ale zaszly male i znaczace zmiany we mnie, w mojej psychice, w moim swiatopogladzie i stosunku do Swiata....
Wlasnie niedlugo mina mi dwa miesiace, a mnie sie wydaje ze to wiecznosc.
Czuje sie jakby juz nie bylo tej polskiej |a| we mnie. Bardzo szybko sie tu odnalazlam. Wogole nie czuje sie nie na miejscu. Wszystko mi ogolnie odpowiada a nawet jezeli cos mi nie lezy, totalnie to olewam wedlug wloskich zwyczajow. Przestalam walczyc z wiatrakami i na sile szukac na swiecie sprawiedliwosci. Przestalam sie martwic za innych, myslec za wszystkich, opiekowac sie wszystkimi. Mam juz dosyc stawiania wszystkich na pierwszym miejsciu a siebie samej na samym koncu.
Wiecej dostrzeglam...
Na poczatku bolalo.
Nie wiedzialam co robic, ciagle wpadalam w panike.
Teraz juz jest lepiej.
Zyje sobie po swojemu.
W sumie to teraz rozumiem ze tak lepiej.
Za bardzo bylam uzalezniona od wszystkich i wogole opinii innych ludzi.
Dlugo nad tym myslalam.
Sprobowalam wychodzac z zalozenia ze nie mam totalnie nic do stracenia.
Wtedy chyba totalnie wszystko olalam.
Najbardziej pomagaja mi rodzice. Ani przez chwile we mnie nie watpia. To takie wspaniale :)
Wiele dobrych i cieplych slow dostaje od ludzi z ktorymi moje kontakty ograniczaly sie do jakis wspolnych imprez czy kawy raz na pol roku. Ludzie Ci odzywaja sie, pozdrawiaja mnie i zycza jak najlepiej.
Jak to jednak zycie zaskakuje...
Co do mojego stanu psychicznego zaszla jeszcze jedna bardzo znaczaca zmiana.
Nie chce wracac juz do Polski. Ja nie czuje tego kraju, ja sie tam nie nadaje.
Jak popatrzylam sobie jak ci ludzie tutaj zyja to szok... Jak widze ta pania w kasie w supermarkecie, ktora tak ladnie i szczerze sie usmiecha, mowi dziendobry, czasami nawet pyta sie czy wszystko OK, mowi dziekuje i zyczy milego dnia..... Nie no wyobrazasz sobie taka sytuacje w Polsce??? Moze raz, dwa razy w zyciu tak mi sie zdazylo, ale tutaj jest zawsze, codziennie, kilka razy dziennie. Ludzie na ulicy mowia Ciao, na przystanku, w autobusie gawedza, zycza milego dnia...I usmiechaja sie - rozumiesz ciagle sie usmiechaja.
Ja juz nie chce wracac do tej gnojnej Polski. Kocham ja bo to moj kraj, tesknie za nim, za Wami... Ale ja nie chce juz... Chce zyc z usmiechem na twarzy, chce byc szczesliwa. W Polsce juz wariowalam, czulam sie taka samotna. Tutaj od dwoch miesiecy nawet przez chwile nie czuje sie samotna. Tutaj nie da sie byc samotnym. Zaraz ktos podejdzie, pogada, usmiechnie sie. Nie normalnie wszyscy... Wracam z miasta to zaraz na recepcji sie pytaja co slychac, wchodze do domku to juz sasiedzi w okienko pukaja co slychac... Czasami az siedze po ciemku i udaje ze mnie nie ma zeby miec chwile sam na sam ze soba i pomyslec... Rozumiesz tu nie ma czegos takiego, ze ktos przechodzi obojetnie, ze ktos nie przystanie gdy zapytasz o droge, godzine. Czasem nawet sami z siebie staja i sie pytaja czy wszystko OK i czy nie potrzebujesz pomocy....Wczoraj bylam bardzo spiaca a nie moglam isc spac. Moj sasiad slodki Giovanni mowi ze taka jakas smutna jestem. Ja mowie ze zmeczona. A on wiedzac ze jego wloska kawa bardzo stawia mnie na nogi - mowi OK to ja ci kawe zrobie. Ja mowie nie, nie trzeba poczekam jakos... A on juz leci i specjalnie dla mnie robi kawe... Szok...Przeciez moglby olac i powiedziec milym glosem - Agniese wypij sobie kawke zebys nie usnela - ale nie on mi ta kawe zrobil bo wiedzial ze ja ja lubie i ze sama takiej nie umiem....
Wiele przykladow moglabym Ci opisac. Sa wady pewnie. Co tydzien jest strajk komunikacji. Nie dziala metro, autobusy. A ze mieszkam daleko od centrum to albo siedzie w domu, albo musze na piechote 2h zapitalac... Nic nie mozna szybko zalatwic. Codziennie 3h dnia wycien
te sa z zycia bo wszyscy maja sjeste i nic sie nie dowiesz, wszystko zamkniete i wogole. Nie ma nocnych bo przeciez wlosi musze o 20 zjesc rodzinna kolacje i zlewaja na wszystko. W miescie od zarabania turystow...
Sa wady, ale jak sie tu posiedzi i zlapie ten rytm wloski to wszystko przestaje cie denerwowac i samemu zaczynasz wolniej nadawac... Okazuje sie ze ta sjesta nie jest taka zla, a ich rodzinnosc calkiem przyjemna, ze ich powolnosc wogole nie przeszkadza i ze przeciez swiat sie nie skonczy jezeli cos sie zalatwi jutro a nie dzisiaj....
Nie mowie ze cale zycie bede chciala spedzic poza granicami kraju, ale wiem ze najblizsze kilka lat nie chce wracac do kraju. Chcialabym tu zostac ale jak sie nie uda, to wroce na troche do Polski, zapisze sie na intensywny kurs wloskiego, przygotuje sie pozadnie i robie kolejny skok... Teraz juz nie potrzebuje nianki, sama sobie dam rade.
No to u mnie ogolnie tak jak widzisz, wiele zmian i pewnie jeszcze wiele przede mna.
grudnia 09, 2004
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz