grudnia 02, 2005

Czasami, zastanawiam się jak ja się tu znalazłam. Ze wszystkich miejsc na Świecie, ze wszystkich miejsc we Włoszech...
Trafiłam do najmniejszej osady położonej wysoko w górach i to jeszcze całkowicie odciętej od dróg.
Nie ma samochodów, nie ma chodników. Nie ma sklepów, kin, supermarketów.
Jest jeden bar, otwarty rano, drugi, otwarty wieczorem, są 2 restauracje, jeden hotel i 80 mieszkańców.
Teraz nie ma tu nic więcej.
Ale, od 7 grudnia zacznie się niezły misz masz... Zostanie otwarty sezon zimowy. Zjedzie się pół Italii, Francja, Szwajcaria, Niemcy? Może nawet pojawi się ktoś z Polski.

Pada śnieg, nasz pierwszy. W całej Italii sypie już od kilku dni, Rzym zalany, Calabria zasypana... A tutaj 2000 m n.p.m. mieliśmy piękne słoneczko i mróz -10st.C.
Niestety przyszedł już czas i na nas. Padać będzie pewnie teraz aż do kwietnia.

To będzie moja najdłuższa zima...
Najwyższa, najdłuższa, najsamotniejsza, naj... naj...
A może nie?
Życie potrafi spłatać figla?

To już ponad rok jak jestem w Italii.
Oj wiele się wydarzyło, tak wiele się pozmieniało, choć tak wiele wciąż się nie zmienia. Szukałam swojego miejsca, jeszcze nie znalazłam, ale wiem przynajmniej, jakie ono nie jest. Szukałam miłości i szczęścia, jeszcze nie znalazłam, ale już wiem, co znaczy błędna interpretacja uczuć i zamiarów innej osoby w stosunku do mnie, wiem też, co znaczy kolejny zimny dzień, samotny, bez ciepła ramion drugiej osoby.

Wiele bym mogła pisać, o miłości, o szczęściu, o samotności w obcym kraju, o rodzinie oddalonej o setki kilometrów, o znajomych i przyjaźniach, które zostały poddane próbie czasu i odległości. I jeśli tylko starczy mi czasu i siły to napiszę. Warte jest to przemyślenia i warte wyciągnięcia wniosków.

Najbardziej, czego nie lubię robić to właśnie wyciągać wnioski. Ostatnio znowu miałam z tego powodu same nieprzyjemności. Nie wiem, co za cholera we mnie siedzi ze ciągle popełniam te same błędy i spotykają mnie takie same i tak samo nieprzyjemne konsekwencje. A ja nic. Jak jakaś głupia blondynka znowu to samo? Każdy normalny człowiek jak dostanie po dupsku, to następnym razem chociaż się przez chwilę zastanowi. Ale ja już dawno powiedziałam ze jestem INNA he he i nawet nie wiem czy warto się nad tym dłużej zastanawiać.

Poszłam sobie zrobić herbatkę i włączyć ogrzewanie, bo zaczęły mi już łapki zamarzać. Dzisiaj jeszcze jestem sama, pierwsi turyści pojawią się dopiero w przyszłą środę. To będzie długi weekend i święto Św. Ambrożego. Nawet nie wiem, kto to taki, ale musiał być na tyle ważny ze z tej okazji jest wolny dzień. Zwali mi się tutaj kupa ludzi. Już dzisiaj mam rezerwacje na 40 osób, a każdego dnia przybywa coraz więcej.

Do Chamois przyjechałam pierwszy raz 26 czerwca 2005 roku. Pracowałam cały letni sezon. Szef był zadowolony, wręcz zachwycony moim sposobem pracy i tak dostałam ciekawa ofertę awansu i powrotu do pracy na okres trwania sezonu zimowego. Tak też zrobiłam. Co prawda w między czasie mój letni szef trafił do szpitala (niestety rak) a nowego długo nie można było znaleźć, to jednak zostałam. Ze względu na doświadczenie i referencje, nowy szef nie chciał mnie wypuścić z rąk.

Czasami się zastanawiam, w sumie zawsze chciałam podróżować i pracować w sektorze turystycznym. Jednak większość moich marzeń runęła wraz z oblanym egzaminem na Wydział Turystyki Uniwersytetu Łódzkiego. Potem odnalazłam się na Zarządzaniu i Marketingu i nie było już czasu na wymarzony egzamin na przewodnika turystycznego. Na 3 roku pojawiła się pasja związana z tworzeniem stron WWW a w szczególności sklepów internetowych. Gdzieś głęboko, w zakamarkach podświadomości, obijała się myśl o wyjeździe do wymarzonej Italii, ale jednak zawsze wiązała się ona raczej z praca w zawodzie lub jako webmaster. Takiej tez pracy szukałam przez rok w Rzymie. I takiej nie znalazłam. Ale za to znalazłam ?swoje? małe Chamois.

Nie wiem czy jeszcze kiedyś wrócę do Rzymu. Bardzo tego chciałam, to była jedna z tych sił, która napędzała mnie każdego dnia. Dawała mi siłę do ciągłej nauki języka, do nauki życia w obcym kraju, do walki z głupota niektórych Włochów, z którymi przyszło mi pracować. Teraz, hm jakoś myśl ta odeszła sobie, poszła spać. Ona jest gdzieś głęboko, bo zawsze będę chciała wrócić do Rzymu. Ale teraz, teraz jest OK. Teraz wiem, że jeszcze są inne miejsca, które bym chciała zobaczyć. Szczególnie te mniejsze, nie wielkie metropolie jak Rzym. Chce koniecznie pojechać na południe Włoch. Wiem, że życie tam jest trudniejsze, szczególnie dla kobiet a jeszcze bardziej dla obcokrajowców. Może nie znajdę tam swojego miejsca, ale hm musze koniecznie spędzić tam kawałek swoich kolejnych wakacji! Toskania, to kolejne miejsce, które muszę odwiedzić. Trochę za bardzo na północy i pewnie będzie mi troszeczkę za zimno. Wyspy to miejsca, do których pewnie będę mogła wracać i wracać. W sumie jak na razie widziałam tylko Capri i bardzo mi się podobało. Jest jeszcze Ischia i inne.

Wciąż szukam swojego miejsca, ale wydaje mi się, że to nie jest do końca tak. Najpierw będę musiała znaleźć KTOSIA, z którym każde miejsce będzie super. Czyli nie mam się, czym przejmować. Teraz jestem w Chamois, za pół roku wrócę do Rzymu albo pojadę przed siebie? Kiedyś trafi mnie strzała Amora i zostanę? w jakimś zakątku Świata.

Będzie OK. Kiedyś będzie OK.

Teraz też nie jest źle. Jestem stworzeniem stadnym. Teraz, gdy już poznałam nowe miejsce, teraz, gdy czuje się jak bym była u siebie, nie boje się nawet pomieszkać jakiś czas tutaj. Na tym super zadupiu.

Włochy to piękne miejsce. Żyje się tu jakoś inaczej. Ale każdy kraj ma swoje minusy. Mogę powiedzieć, ze po roku mieszkania i pracowania tutaj, powoli zaczynam dostrzegać również i wady. To dobrze, najgorzej jak się widzi tylko zalety. Człowiek jest wtedy bardzo słaby i narażony na bolesne ataki z otoczenia. Trzeba trzeźwo patrzeć na otoczenie. Nie ma krajów i narodów idealnych.

Przyjechałam do Włoch nie znając języka. 12 października 2004 roku. Teraz, gdy wracałam do Chamois, 13 listopada 2005 roku, śmiała mi się buzia. Tak uśmiechałam się sama do siebie. Zdałam sobie sprawę ze minął jeden rok, jeden miesiąc i jeden dzień a ja rozmawiam ze wszystkimi prawie tak jak w Polsce a w czasie nudnej podroży autobusem czytałam włoskie wydanie ?Anioły i Demony?, Dan Brown, które sobie kupiłam jako prezent 30 września 2005 roku na lotnisku Ciampino w Rzymie w czasie powrotu z wakacji w Hiszpanii.

Właśnie doszłam do wniosku ze Włoszki są powalone. Hi hi to pewnie, dlatego Włosi uwielbiają Polki. Tylko akurat ja nie do końca wyobrażam sobie życie z Włochem. Ci faceci są po prostu niestworzeni do stałych związków monogamicznych. Dwa dni temu byłam świadkiem tego jak mąż i ojciec dwójki dzieci bez większych oporów zabawia się z dziewczyna i to o 9 lat młodszą. Poza tym pracując w hotelu można się na patrzeć na bardzo ciekawe pary. Poza standardowym sponsoringiem, czyli dziadkami z wnuczkami, nawet często pojawiały się babcie z wnukami. Jedno i drugie jest dla mnie naprawdę obrzydliwe.

My tu gadu gadu a na dworze mamy już jakieś 10 cm śniegu.
Właśnie dzwonił Sandro, właściciel baru La Funivia. Zaprosił mnie na wieczornego drinka. Ale ja nie wiem czy będę miała ochotę wyjść na ten ziąb. Dzisiaj wszyscy pracownicy (ci, którzy nocowali w naszym hotelu, technicy, którzy pracują przy uruchomieniu nowego wyciągu krzesełkowego) wyjeżdżają do domu. Do swoich dziewczyn, żon, zdradzonych żon i dzieci, które kiedyś może same zdradzą. Może lepiej jak zostanę tutaj sobie sama, lepsze to niż czekać na powrót męża, który na krótkim wyjeździe zdążył zdradzić. Jej to straszne, mąż wyjeżdża na 5 dni z domu. 5 dni i nie może utrzymać swojego penisa na smyczy.

Nie pamiętam już, co myślałam w dniu, kiedy podjęłam decyzje o wyjeździe do Rzymu, pamiętam, że potem jak wylądowałam bardzo się bałam. Taki lęk wewnętrzny. Trzęsłam się jak galareta. Potem było lepiej. Poznałam ludzi i poczułam się bezpieczniej. Potem pojawiały się różne, skrajne uczucia. Począwszy od euforii ze jestem w tak cudownym miejscu po histerie ze wciąż nie umiem włoskiego na tyle dobrze żeby się dogadać i znaleźć sobie prace. Urlop w Polsce, był dla mnie małym kopniakiem. Zdałam sobie sprawa jak bardzo chce żeby mi się udało. Wróciłam i zaryzykowałam wyjazd do Chamois. Tu dostałam w dupę ze hej, nauczyłam się trochę i zyskałam wielkie doświadczenie w pracy z Włochami. Drugi urlop w Polsce był bardzo ciężki. Nie wiem, dlaczego ale było źle.
Teraz jest OK. Wróciłam w miejsce, w którym już wszystko znam i wszystkich prawie też. Jednak czy chęć pozostania jakiś czas, w Chamois nie jest przypadkiem ucieczką od kolejnych wyzwań?
Jestem wręcz pewna, że właśnie tak jest. Czyli wniosek jest prosty i jasny jak latarnia po drugiej stronie ulicy świecąca każdej nocy prosto w moje okno. Przypominać mi będzie musiała, przez całą tą długą zimę, że kiedyś tu wrócę, ale teraz nie mogę tu zostać. Gdy wiosną zejdą śniegi, czas będzie znowu ruszyć w podróż. Jest jeszcze wiele miejsc, które na mnie czekają, nie mogę ich zawieść.
Poza tym gdzieś tam daleko czeka moje Kochanie. Czeka jak wpadnę w Jego ramiona i już nigdy więcej nie pozwolę na to by mnie puścił.
No dobra może nie będzie tak pięknie jak w bajce, może będzie mnie obejmował jakiś czas a potem wypuści, może jeszcze nie czas na tego jednego, może czeka mnie jeszcze kilku, którzy będą obejmowali i puszczali. No, ale chyba na końcu tej kolejki znajdzie się jakiś. Diabli wiedzą i nie powiedzą, więc nie ma się, co na ten temat rozwodzić.

La vita e dura?

Włosi są totalnie uzależnieni od godzin posiłków. Tutaj kolacje jada się o 19.00-19.30
Nie da rady inaczej, koniec kropka. Wybiła już 19.00 więc się zaczynają powoli schodzić. Tak właśnie minął mi kolejny dzionek, pełen myśli, pełen nowych doświadczeń. I choć na razie nudny, wiem, że lada dzień zacznie się moja genialna przygoda w Alpach?

Zima 2005/2006 Chamois, Valle D?Aosta...

Kolacja zjedzona. Nie mam jednak ochoty siedzieć ze wszystkimi i słuchać kolejnych plotek z Chamois. To tak małe miejsce, że wszyscy wiedzą wszystko o wszystkich. Dokładając do tego ogólne wścibstwo Włochów ? nic nie da się tu ukryć.

Dzisiaj nie mam ochoty wiedzieć wszystko. Chcę mieć mały wieczór samotności.

To znaczy?
Nie chcę być samotna.

Boże jak ja bardzo nie chcę być samotna. Chcę się do kogoś przytulić. Chcę zasnąć w czyjś ramionach. Chcę czuć ciepło warg, chcę tonąć w falach uniesienia.

Nie zawsze się ma to, co się chcę.

Zastanawiam się, komu wysłać widokówki świąteczne. Rodzinie? Znajomym? A może być kawał świni i nie wysyłać nikomu. Przecież mnie też raczej nikt poza rodziną nic nie przyśle. Nawet nikt do mnie nie dzwoni. Tak wiem, wiem, od czego mamy XXI w. i Internet. No niby tak, ale list czy rozmowa telefoniczna, to zupełnie inna sprawa. To jakaś niepowtarzalna magia. Nie da się tego zastąpić e-mailem. Pisanym w trakcie przerwy na lunch w pracy, czy SMS-em pisanym w trakcie stania w porannym korku.

No i proszę. Nie chciałam nigdzie wychodzić to mi się wszyscy zwalili tutaj. Ja nie wiem. Wydaje mi się, że mieszkańcy Chamois nie potrafią być ani chwilę sami. Od rana do wieczora pracują w tym samym miejscu. Wieczorem wychodzą do tego samego baru.

No nic tak widocznie musi być.
Idę na espresso?

Zamiast espresso dostałam coś dobrego a potem Coca-Colę z cytrynką i słomką. Kolejny wieczór, który jutro spowoduje lawinę plotek.

Naprawdę nie wiem jak oni tu żyją. Nigdy nie mieszkałam w tak małym miasteczku. Nawet na studiach nie byłam ani razu w akademikach. Dlatego obce mi jest życie w tak zamkniętej społeczności.

Kolejna nauka, kolejna definicja życia. Uważaj, z kim i o czym rozmawiasz. To straszne, gdy nie ma komu zaufać. To ciężkie do przebrnięcia, pogodzenia się, że jest się plotką na ustach ludzi, którzy nie mają zielonego pojęcia, kim i jaka jesteś. W szczególności, że nawet nie mogą tak do końca, w pełni mnie zrozumieć, bo przecież wciąż nie mówię tak dobrze po włosku jak oni sami.

Kolejny wniosek. Jak czegoś nie wiedzą ? muszą sobie dopowiedzieć. A każdy dopowiada ze swojego punktu widzenia. Ocenia innych według swojej miary. Czyli ich wiara, ich wartości, są takie jak plotki o mnie.

O matko, czy ktoś rozumie co mam na myśli. Ale wdepnęłam. Muszę uważać i jeszcze trochę o tym pomyśleć.

Muszę to porządnie przemyśleć.

Brak komentarzy: