grudnia 16, 2005

Pokłóciłam się ze swoim szefem, jestem zła. Jestem bardzo zła? Zrobiło się jakoś nieprzyjemnie. Zawsze mam tak w życiu, że jak coś się układa za dobrze to przychodzi równowaga i dostaje kopa. To jakaś klątwa Tomasów. W szczególności ja mój Tata. W sumie to prawda, bo mama jest przecież Kobyłecka.

Czasami przychodzi taki moment, że nie wiem, co ze sobą począć a najgorsze ze nie do końca wiem, co się ze mną dzieje. Takie wewnętrzne rozbicie. Najgorsze ze wydaje mi się, iż nie mam wogóle na to wpływu. Przychodzi, kiedy chce i co śmieszniejsze odchodzi samo. Nawet nie wiem, kiedy i jest ok. Ale jak jest to tak się złoszczę, że nie mogę nad tym zapanować. Nie umiem powiedzieć sama sobie DOSYĆ przestań robić, tak jest źle? Nie słucham samej siebie w tym okresie i całkowicie nie panuje nad słowami, gestami o czynami.
Ci, co mnie już znają długo wiedza, że jak przychodzi ten moment nie ma, co ze mną gadać. Ale ci, którzy mnie nie znają, oj źle trafiają. Najgorzej jak ktoś mnie poznaje właśnie w tym momencie. Potem mam problem żeby wyprostować opinie tej osoby o sobie.

Może to są te momenty, kiedy wychodzi ze mnie prawdziwa natura kobiety? Może to efekt zmęczenia? A może to właśnie wtedy, kiedy tracę kontrole nad sytuacją, co mnie zawsze bardzo stresuje i denerwuje.

A może to napięcie przed miesiączkowe?

No okres przekwitania to to jeszcze nie jest? Posted by Picasa

Brak komentarzy: