Jeszcze dwa miesiące i będą moje urodziny. Znowu popełniłam błąd, którego z racji doświadczenia, wieku i dyplomacji popełnić nie mogłam. Rodzice się zasmucili. Tacy byli ze mnie dumni po ostatniej rozmowie a ja musze zawsze jakąś równowagę...
Dziwnie się tu układa, jakieś glosy z zaswiatow, stary szef zadzwonił, jakąś ofertę pracy ma dla mnie, teraz, kiedy zastanawiam się nad objęciem kierownictwa w hotelu. Zawsze tak jest, jak na gwałt praca potrzebna to nikt nie ma propozycji, jak się pojawia mozliwość to zawsze kilka żeby wybrać było trudniej.
Latarnia świecąca w okno miała mi przypominać o tym ze nie mogę na zawsze tutaj. Ale czy na zawsze jest np. kolejny rok? Czy będąc tu jeszcze rok uda mi się potem wyjechać czy przesiąknę? Przecież ja wiem i to bardzo dobrze ze to nie jest moje miejsce. Ale czy to znaczy ze na sile mam je opuścić? Znając mnie to powinnam nawet dać się wolami zaciągnąć jak najdalej stad.
Znając mnie ułoży się wszystko dobrze, ale nie mogę znowu zostawiać wszystko na ostatnia chwile żeby się samo rozwiązało. Wypadałoby w wieku prawie 26 lat podejmować samodzielnie decyzje a nie naradzać się godzinami z rodzicami żeby na koniec i tak się okazało, że znowu dobrze ciągło, ale padło....
stycznia 15, 2006
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz