Wczotaj cały dzień padał śnieg. Dzisiaj jest mgła. Szkoda, chciałam już iść na narty. W taką mglistą i bardzo wilgotną pogodę jest zimno i nieprzyjemnie. Poza tym nic nie widać i nie można zrobić żadnych ładnych zdjęć.
Zaczynam budzić się z bólem brzucha. Dlaczego? Stres i nerwy... Corazs bliżej do dnia ZERO.
postanowilam napisac CV, szło mi całkiem nieźle, zrobiłam narade z mamą... no i wyszło piękne słońce i ide na narty...
Jako dowod jezdzenia na nartach :D - |a|
lutego 16, 2006
lutego 14, 2006
Wczoraj miałam bardzo sympatyczny dzionek. Otóż - cały dzień siedziałam w necie. Sciągałam nowe programy i uaktualniałam swoją wiedzę na temat rozwoju techniki... Bardzo mi tego brakowało. Wczoraj pogawędziłam sobie z Jag'iem z Alex Przedwczoraj za to dowiedziałam się, że siostra naszej wspólnej koleżanki, mająca 23 lata, wzieła ślub i spodziewa się bliźniaków... Bardzo nas to dopiło. To znaczy Alex, Kowala i mnie... Wszyscy jesteśmy z tego samego rocznika, lada dzień skończymy 26 lat, wszyscy jesteśmy sami i nie planujemy założyć rodziny... OK nie ważne, mówie tylko, że troche dało nam to do myślenia :(
Wracajac do dzisiaj... Tak dzisiaj święto zakochanych.
No comments!
Jestem jakas dzisiaj dziwna, mam ochote iść na narty, ale mi się nie chce. mam ochote zostać w hotelu, ale mi się nie chce...
Mam ochote wysłać widokówki walentynkowe, ale mi się nie chce, mam ochote zadzwonić do kogoś, ale mi się nie chce...
Zadzwoniła do mnie Babcia Zosia z życzeniami walentynkowymi - gadałyśmy o polityce. Czy to znaczy, że ja sie już starzeje?
Super Walentynki sobie zrobiłam! Poszłam znowu na narty i jestem super szczęśliwa!
dodano przez
|a|
o
2/14/2006 03:53:00 PM
0
komentarzy
lutego 13, 2006
Czasami potrafię zaskoczyć nawet siebie samą. Wczoraj mi się udało. Wczoraj zwalczyłam lęk a co najważniejsze wstyd i poszłam na narty. I było super. Uczyłam Karolinę (dziewczynę kucharza, poznaniankę) najpierw na małym wyciągu orczykowym. Potem odważyłam się wjechać na górę, potem z Fabio zjechałam na sam dół? Pierwszy raz, i coś mi mówi, że nie ostatni. Szczerze mówiąc poszłabym nawet dzisiaj, ale nogi, jejku tak mnie bolą, że nie wiem czy dam rade. Zastanawiam się jak lepiej, czy właśnie nie zważać na ból i zjeżdżać czy lepiej dzień odpocząć? Najgorzej ze zapowiadają pogorszenie pogody. Więc może lepiej odpoczywać jak będzie brzydko. No nie wiem wogóle. Wydaje mi się ze jak przypnę narty to nie będę w stanie nawet małej górki pokonać.
Nie chodzi tu o ból nóg czy zmęczenie. TU CHODZI O MNIE, chodzi o to, że pokonałam swoje lęki. Nie ważne czy lęki te mają racjonalne wytłumaczenie, czy są ważne czy wydumane. Są i mnie męczyły przez ostatnie 3 miesiące pobytu tutaj. Pokonałam ? może jeszcze będą ze mnie ludzie :P
Rzym ? Forum Romanum, Colosseo, 12/06/2005 ? Tom K.
Dzisiaj wracają do mnie wspomnienia, wspomnienia tego pięknego miasta. Tęsknie za Rzymem. Boję się tam wrócić z jednej strony. Z drugiej, czasami jak nikt mnie nie może przyłapać, nawet, gdy ja sama siebie nie mogę przyłapać, układam w głowie wyimaginowany obraz małej kawalerki na przedmieściach? Dalekich przedmieściach? kawalerki, na która mnie nie stać?, której nie będę mogła utrzymać, bo nie mam pracy?, która będzie brudna i śmierdząca a do tego jeszcze bardzo droga?, którą będę musiała szukać całymi tygodniami i miesiącami wydając swoje ostatnie oszczędności? a jak już znajdę coś, co nie będzie zagrażało życiu? skończą mi się oszczędności i będę musiała wrócić do mamusi? na garnuszek mamusi?
Jestem CHORA ? ale tej choroby nie da się wyleczyć aspiryną? 
dodano przez
|a|
o
2/13/2006 03:48:00 PM
0
komentarzy
lutego 12, 2006
to juz prawie 8 miesiecy jak wyjechalam z Rzymu, czas wracac...
nie umiem zyc bez tego miejsca, nie chce mieszkac daleko od Rzymu!
Wracam i BASTA
dodano przez
|a|
o
2/12/2006 06:22:00 PM
0
komentarzy
lutego 07, 2006
Dzisiaj są urodziny mojego przyjaciela. To oznacza, że już niedługo będą i moje?
Uwielbiam jak coś się dzieje, nuda zabija mnie. Ale jestem leniem, jak się coś samo zmienia i dzieje to OK, ale jak ja mam coś zrobić żeby te zmiany nastąpiły no to mam załamkę. W sumie jak teraz, od kilku dni. Tylko, dlatego, że muszę zmienić miejsce zamieszkania i musze znowu szukać pracę. Przyzwyczaiłam się do tego, co mam i teraz mam problem.
Moja mama zna mnie na wylot, nawet wie, kiedy zadzwonić. Ale nie zmienia to faktu ze z powstała sytuacją, czyli powrotem do Rzymu i znalezieniem pracy będę sobie musiała poradzić sama. To znaczy poradzić jeszcze pół biedy, ale realizować wszystko? Totalnie sama. Zastanawiałam się nawet przez chwilę żeby ściągnąć mamę he he żeby była na miejscu w chwilach zwątpienia kopała mnie w dupsko. Nie no w sumie do takich zadań przydałby się tata.
dodano przez
|a|
o
2/07/2006 03:46:00 PM
0
komentarzy
lutego 06, 2006
Zauważyłam, że mam pewnego rodzaju zrywy poniedziałkowe. Że szczególnie w poniedziałki mam potrzebę pisania i opisywania moich całkiem nienormalnych myśli. W sumie czy są normalne czy nie to nie mnie oceniać. Ale patrząc na to wszystko z punktu widzenia zdrowego rozsądku - moje myśli nie są zdrowe.
Dzisiaj wszystko mi nie pasuje i wszystko jest złe, bo oczywiście chodzi o to, że nie jestem w centrum zainteresowania. Ale oczywiście nie umiem się wyłączyć i wyluzować. To jest właśnie problem, z którym walczę od kilku dni i ścinam się z rodzicami jak mi o tym przypominają. Bo sprawa ma się o tyle inaczej, że podjęłam, a dokładniej postanowiłam podjąć pewną decyzję. Otóż postanowiłam spieprzać z Chamois. Postanowiłam zacząć szukać pracy i od kwietnia wynieść się (dokładnie nie wiem gdzie).
A wszystko zaczęło się od mojej frustracji wynikającej z współpracy z Alessandro. Nie dawałam i nie daje sobie rady z tym człowiekiem. A ponieważ jak już mówiłam nie jestem w stanie wyluzować i się wogóle nim nie przejmować, doszłam do wniosku, że czas na mnie i czas na zmianę otoczenia. Gdy powiedziałam o tym rodzicom, no cóż nie byli zbytnio zdziwieni i wydaje mi się, że troszeczkę odetchnęli. Okazało się, że mają trochę pomysłów, które podobne były do moich i że oczywiście dają mi pełne wsparcie i pomoc. Nawet wydaje mi się, że się ucieszyli, że myślę o powrocie do Rzymu. No, bo prawda jest taka, że myślałam o powrocie do Rzymie. Jak moja mama mówi tam więcej się uśmiechałam. Poza tym to miasto nie jest mi obce jak np. Mediolan czy Genua, i nie boje się go tak bardzo jak zupełnie nowego miejsca. Pewien wpływ na to miał też e-mail od mojego kolegi z Rzymu Alexa, który napisał, że jego firma szuka pracownika. Oczywiście szuka go na teraz a nie na kwiecień, ale od tego listu zaczęła się nasza częsta korespondencja i długie rozmowy telefoniczne, które w oczywisty sposób włączyły we mnie tęsknotę za normalnym wielkim i otwartym światem, jakim jest Rzym.
Alexa poznałam przez przypadek. Jakimś cudem znalazłam się w jego bazie maili, którą wykorzystał do wysłania swojego cv. Ponieważ było ono dosyć łudząco podobne do mojego, napisałam mu o tym. W ten sposób zaczęliśmy korespondować już rok temu i dyskutować na tematy związane z naszym zawodem. Alexa interesuje, tak samo jak mnie, marketing w Internecie, sklepy internetowe, reklama itp. Mamy wiele ciekawych tematów do rozmowy. Ma 32 lata i jest pół Włochem z mamy i pół Węgrem z taty. W sumie jest też całkiem zakręcony, jeżeli chodzi o swoje korzenie i kraj zamieszkania. Mieszkał przez dwa lata w stanach, chyba tam też mieszka jego ojciec w tej chwili, rodzice jego rozwiedli się.
Tomasz tez żyje, zmienił nick?a ? Ćma? w sumie się nie dziwie?
Została mi jeszcze godzina przerwy, niestety nie dane mi będzie się zdrzemnąć. Właśnie przyjechała grupa 92 Francuzów w wieku 11 i 12 lat. Nie da się tego opisać. Najgorsze, że będą tutaj aż 2 tygodnie.
Jak tylko postanowiłam wyjechać z Chamois Chamois wrócić do Rzymu, zaczęłam znowu marzyć na jawie. To dobrze i źle. Z jednej strony człowiek powinien mieć marzenia, ale przy moim powszechnie znanym lenistwie, najczęściej na marzeniach się kończy. Powrót do Rzymu będzie ode mnie wymagał bardzo ciężkiej pracy. Zmusi mnie najpierw do znalezienia mieszkania, potem do szybkiego znalezienia pracy, Będę też musiała wrócić do szkoły, bo czas najwyższy rozwinąć swoje słownictwo. Oczywiście mieszkanie i praca to coś najtrudniejszego i nawet nie wiem, od czego zacząć. Mama mi radzi, żebym szukała przez Internet i nie zastanawiała się, w jakim mieście. Ja idę trochę na łatwiznę i chcę szukać tylko w Rzymie. Szukanie pracy na odległość to beznadziejna sprawa. Są niby ogłoszenia w Internecie, są elektroniczne wersje gazet. Ale jesteśmy we Włoszech, prędzej czy później będą chcieli się ze mną spotkać. No i zawsze jest to bardziej prędzej niż później. Potem ten pomysł o wprowadzaniu włoskich firm na polski rynek. Odważny i bardzo zaawansowany, ale wymaga poza dużą wiedzą, ogromnej pracy i to w sumie samodzielnej, nie daje pewności, co do efektów a co za tym idzie, można się spotkać np. z niezadowolonym klientem, który postanowi nie płacić za wykonaną pracę. Kurcze, poza tym to praca na własnym. Chodzi mi, że wątpię czy ktoś mnie zatrudni na stałe. To jak zlecenie, praca nad projektem. A takie prace? Są super, ale nie dają stałego dochodu. A na oszczędnościach to ja daleko nie zajadę.
dodano przez
|a|
o
2/06/2006 03:43:00 PM
0
komentarzy